Sales! Ughh

7:41 PM

Dwa razy do roku, w okolicach stycznia i czerwca sklepy szaleją, wszyscy stają się nagle zakupowymi maniakami zdolnymi do zachłannego sprintu po koszulkę obserwowaną strategicznie przez innego klienta. Nie obędzie się też bez podenerwowania, poirytowania, stania w kilometrowych kolejkach i dźwigania ciężkich toreb po brzegi wypełnionych rzeczami 'KiedyśMiSięPrzyda'. Brzmi znajomo? 

Szczerze, przejrzawszy swoją szafę mogę stwierdzić że 90% zawartych w niej rzeczy to okazje znalezione albo w sieci, albo na wyprzedażach właśnie (ewentualnie w second handach). Jedyne z czym nie czekam na sezon promocji to zimowe okrycie wierzchnie i buty - nigdy jeszcze mi się nie zdarzyło kupić któregoś z tych zimowych niezbędników latem, a przed styczniem zazwyczaj są potrzebne, poszukiwania zajmują w moim przypadku miesiące, więc jak już coś się trafi wolę nie skupiać się na cenie. 

Jeszcze jako młodsza dziewczyna z podstawówki czy gimnazjum wyczekiwałam tych szalonych zakupów-zapasów po półrocznej ciuchowej abstynencji, wszystko mi się podobało, spędzałam w galeriach handlowych długie godziny wygrzebując spod wieszaków ukryte przez kogoś spodenki i rozplątywałam przecenione naszyjniki. Teraz na myśl o tym mam gęsią skórkę. Oczywiście, świetnie jest kupić coś za pół ceny (i to jedyna motywacja która ostatnio popycha mnie w kierunku zatłoczonych sklepów), ale w obliczu dzikiej męczarni poddaję się i kończę na mrożonym jogurcie w parku.

Nie potrafię robić konkretnych zakupów, już nawet nie staram się ustalać sobie, czego potrzebuję (zawsze wizyta w galerii z myślą 'muszę kupić spodnie' kończyła się dwiema nowymi sukienkami i na odwrót). Jednak KONKRETNE wybieranie w sieci już bardziej mi odpowiada. Dzień przed zapowiedzianymi wyprzedażami, a także pierwszego dnia od ich rozpoczęcia przeglądam strony ulubionych sieciówek, zapamiętuję i z misją wchodzę to sklepu stacjonarnego. Często taka kontrola zapobiega tysiącom zwrotów i reklamacji, bo na żywo coś wygląda zupełnie inaczej niż na zdjęciach. Aha, no i wracam do domu z dwoma sukienkami. Tak tylko mówię.

Przestałam uznawać zakupy za najlepszy sport (czy ja się starzeję?!), ale nadal uważam, że tylko na prawdę nieprzedsiębiorczy ludzie kupują ubrania, gdy pojawiają się jako 'Nowa Kolekcja'. Po pierwsze, jeśli wszyscy się na to rzucą, będziesz wyglądać jak wszyscy (na czym ucierpi twój wizerunek nowoczesnego hipstera). A po drugie, jeśli dotrwasz do tego czerwca nadal zachwycony daną rzeczą, to znak, że będzie Ci się podobało jeszcze przez długie lata. Ja po dłuższym namyśle uważam, że wyprzedaże są super. Ale nie przedawkowane.

You Might Also Like

4 COMMENTS

  1. O i ja mam takie podejście, jak mi się coś podoba kilka tygodni, a czasem miesięcy, ale odkładam zakup do wyprzedaży i dalej to chcę i wychodzę z tym ze sklepu, to znak, że za 3 dni nie będę myślała o zwrocie.

    ReplyDelete
  2. co to te banankowe coś? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. torba shopper! ;) jutro chyba będzie w stylizacji

      Delete

like me on facebook

Subscribe