Wake me up in July

10:59 PM

Może dzisiejsze zdjęcia nie są przykładem najbardziej spójnych i jakościowych, ale za to same bronią się atmosferą zdecydowanie na nich obecną. Bo żeby przeżyć wspaniałe chwile nie trzeba jechać gdzieś daleko, w egzotyczne kraje, bussiness klasą. Kilka dni temu wstaliśmy rano z przyjaciółmi, wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do pobliskiego, bardzo małego i rządzącego się swoimi prawami miasteczka, gdzie każdy każdego zna, wie gdzie mieszka i jak na drugie imię ma jego prababcia. Chodziliśmy, śmieliśmy się głośno, a przy okazji zrobiliśmy kilka zdjęć ('przyjaźnij się człowieku z blogerką' vol. 12314). Miałam na sobie, ostatnio tak popularne, slip-ony i to co rano udało mi się wyrzucić z szafy ('pośpiesz się, tam autobusy jeżdżą raz na dwie godziny!') - zwracający uwagę babć wakacyjny kapelusz, czarne rurki, błękitny Tshirt (chyba mamy, bo przecież na mnie za duży!) i, leżącą w tamtej chwili na podłodze, kamizelkę.

Today's pictures are kind of special, maybe not so professional as I would like them to be, but still they emanate this power and happiness of summer days spent with best people. Few days ago we decided to just go by a coach somewhere, anywhere, and accidentally we ended up in a little city, not that far away from Białystok where I live. We took pictures (yeeeeah, being a friend of a blogger can be sometimes exhausting), laughed and had fun. Hey people, you don't need a business class seat in a plane and Bali island to live a fantastic adventure! I was wearing things I found on the floor in the morning (literally) - my favourite leopard slip-ons and a hat which became the most popular topic to talk about for an old sneaky ladies in a town where everyone knows each other (and also their grandgrandparent's siblings, haha!). 
Przy okazji trafiliśmy na paradę starych samochodów (takie rzeczy mają urok tylko w malutkich mieścinach!), w poszukiwaniu toalety w lesie poznaliśmy właścicielkę pomalowanego na niebiesko domku (pozwoliła nam nawet go uwiecznić), a ja, już w drodze, przestałam oddychać zachłyśnięta własnym śmiechem. Wyjdźcie z domu, otwórzcie oczy, zbierajcie wspomnienia (a przez wspomnienia nie mam na myśli siedzenia przed komputerem przez całe lato) - polecam :D

We also attended (by mistake) an old cars parade (things like this are charming only in such places!) and while looking for a toilet (yeah, so poetic and artistic) we saw this cute, painted in blue house. Such a great spot! Guys, you seriously need to swich off your computers, laptops, tablets and phones ang go out, take a breathe, LIVE!! Have a nice day!

ph. Miłosz, wearing: New Look shoes, Zara pants, vintage vest, my mum's tshirt, outlet hat

You Might Also Like

12 COMMENTS

  1. Zdecydowanie mogę stwierdzić, że to jedne z najlepszych zdjęć na Twoim blogu:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, wow, nie spodziewałam się ;)

      Delete
  2. To chyba najcudowniejsze zdjęcia, jakie u Ciebie widziałam! Tyle radości!

    ReplyDelete
    Replies
    1. hahaha, bo były robione z mega radością! XD

      Delete
  3. Jakie masz plany na wakacje?

    ReplyDelete
    Replies
    1. praca, praca, oszczędzanie na lustrzankę żeby móc robić częściej zdjęcia na bloga ;)

      Delete
    2. a jaka praca jesli mozna wiedziec?

      Delete
    3. Nie mogłam kompletnie nic znaleźć :/ ale wyszło, że będę nianią ;)

      Delete
  4. najpiękniejsze są te zdjęcia, na których się uśmiechasz! super :)

    ReplyDelete
  5. przepiekne zdjęcia :)

    ReplyDelete
  6. Wow, ślicznie wyglądasz !!! Ostatnie zdjęcie jest najpiękniejsze, tak fajnie się uśmiechasz. Miłych wakacji :*

    ReplyDelete
  7. It's a shame you don't have a donate button! I'd without a doubt donate to this superb blog!
    I guess for now i'll settle for bookmarking and adding
    your RSS feed to my Google account. I look forward to brand
    new updates and will talk about this website with
    my Facebook group. Chat soon!

    Visit my page www

    ReplyDelete

like me on facebook

Subscribe