Strolling in a sweater-looking blanket

7:42 PM

Czy istnieje coś przyjemniejszego niż spędzanie wieczorów pod kocem? Nie wiem jak Wy, ale ja wśród swoich najlepszych przyjaciół wymieniam, zaraz obok Butów Ozdobnych (zdobiących półkę, rzecz jasna, nie moje nogi - so tumblr) i gorącej kawy, koc. Mam ich kilka, wszystkie zawsze niezłożone i dopełniające swojego żywotu na podłodze, każdy na inną okazję. Różowy z otworami na ręce świetnie sprawdza się przy odrabianiu prac domowych, dwa pozostałe wygrywają Najprzyjemniejszym Materiałem Świata i ich kolejka zależy od mojego nastroju (a jako nastrój nie rozumiem smutku i radości, raczej nastrój szarego koca i nastrój koca w żyrafy. No cóż, tylko dziwacy są coś warci). I chociaż zdarzyło mi się zawitać do spożywczaka w piżamie, a także robić wiele innych niemieszących się w żadnych ramach godnego społecznie postępowania, noszenie koca do szkoły sobie darowałam. Znalazłam całkiem kształtną alternatywę - sweter ze zdjęć. Kiedy tylko trafiłam na niego w second-handzie mój pisk wydobył się niekontrolowanie z nadmiernie napiętych w uśmiechu ust i pobiegłam do przymierzalni. Był idealnie gruby, ciepły, wielki i miękki. A metka z asosa tylko spotęgowała podekscytowanie - biorę! I tak jak w tytule posta - mogłabym nie nosić nic innego przez całe najbliższe pół roku. Tutaj wielkie swetrzysko zastąpiło mi sukienkę, przetestowany  był już też w roli niechlujnie przewiązanego w pasie Bliżej-Nieokreślonego-Fashion-Czegoś (nazwijmy to grunge'owym akcentem w talii), nakrycia głowy (bo kto normalny pofatyguje się, żeby rano wziąć z domu parasol), a sądząc po wielofunkcyjności sprawdziłby się i w roli spodni. Chciałoby się rzec, sweter-instrument. Ale grać raczej na nim nie będę, bez przesady. Wystarczy mi do szczęścia jako koc.

Is there anything more pleasant than spending evenings under the blanket? Seriously, among my best loved things, just near my Representative Shoes (being represented on the shelve, just to embelish my room, not my legs  o f   c o u r s e - oh so tumblr) and hot coffe there are blankets. I've got a few of them and, be it weird or insane, I use them in turns - the pink one with those special holes for the hands - when I'm doing my homework or writing, the other two depending on the mood (I'm not sad or happy - I'm in a grey blanket mood and giraffe blanket mood, just sayin'). They're always laying on the floor in disorder, making me feel more cosy whenever I pop into my room after a busy day in the town. Although it happens from time to time that I go to the local supermarket wearing pyjamas, I thought it would be too much to carry a blanket with me to school. Instead, I found this super cosy autumn sweater in the thrift shop and loved it so much I couldn't stop smiling and giggling and crying with happiness all afternoon. I actually used it already as a dress (on the pictures) but also as an umbrella, something tied in my waist (call it a grungy-vibe-attachement) and I'm quite sure I could also wear it as pants. Well, I may try one day. But for now I'm going to enjoy my cosy dates with the best Sweater ever.



(ph. Anna Dalidutko, wearing: Mohito hat, Zara shoes, sh sweater)

You Might Also Like

5 COMMENTS

  1. najciekawszy, najpiękniejszy post i stylizacja! niestety u mnie w second-handach rzadko znajduje sie takie cudeńka..

    ReplyDelete
  2. Na jakiej ulicy w sh kupiłas ten sweter ? W ogóle to jakie sa najlepsze sh w B-stoku ? I za ile go kupiłaś ? Jest cudowny !!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ten kupiłam na dworcu pks za 8 zł. Co do moich ulubionych sh odpowiadałan w którymś z ostatnich postów w komentarzach ;)

      Delete
  3. Narzeka że zimno a chodzi w swetrze i rajstopach! Ale wyglądasz naprawdę ślicznie i piszesz tak, że na twarzy pojawia się uśmiech. A sweter z chęcią bym ci podkradła, tylko trochę za daleko mieszkasz. Ciepłe pozdrowienia! :)

    ReplyDelete
  4. Chociaż jeden raz wyglądasz jak człowiek :)

    ReplyDelete

like me on facebook

Subscribe