Postcards from Warsaw

6:38 PM

Mam wrażenie, że uwielbiam czas, kiedy gdzieś jadę i robię tysiąc zdjęć na minutę, ale im więcej chwil od tych momentów uchwyconych na fotografiach mija, tym mniej je potrafię opisać. Po prostu siadam, oglądam, gdzieniegdzie podkręcam kolory i patrzę. Dziwię się tym ulotnym chwilom, uśmiecham się i myślę - pokazać Wam, czy nie? W końcu powinnam co niecoś dodać, wyklikać na tej klawiaturze, nie tylko tworzyć kolejną wspólnotę karmiącą się obrazkami w sieci? Siadam więc, stawiam kolejną kawę na biurko (już nawet nie przeszkadza mi, że jest niesłodzona) i stwierdzam, że zdjęcia potrafią mówić lepiej niż ja.

I feel as if I love the time when I'm taking billions of pictures, like on a trip, but then after a while I just look at them and I can't express myself, I just watch them all, edit a bit and feel that no words can be written on my keyboard. I make myself another coffee, I even don't notice the fact it is actually unsweetened (thank God) and start memorising the moments of the past. I know I'm the biggest fan of texts, I mean, literature gives us power, teaches us how to be humans, not just humaniods, I love to read, I love to write, I want my community, KARDISE community to be one focused not only at the pictures, just because it seems easier. But for now, I just want you to look at those snaps and try to see beauty in those little moments.


Na widok ściany oblepionej plakatami omal nie krzyknęłam "Jesteśmy w LondYYYYYYYniEEEEE!" (obsesja level master). Od razu skojarzyło mi się to z niepowtarzalnym klimatem Soho i tą całą otoczką, którą tak bardzo maltretuję oglądając filmy, gazety, czy czytając książki. No i te poprawiające humor napisy, paryskie kawiarenki, aż chce się uśmiechać :)

The wall full of posters reminded me of London and Soho and I almost cried I have to take a picture there. Vivid imagination, that's what it's called, right?




Zaszłam przy okazji w jedno miejsce, które chciałam odwiedzić od jakiegoś czasu. Charlotte Rouge podziwiam od dawna, ich delikatna, kobieca bielizna podbija serca fanek minimalizmu (i nie tylko!), a wyjątkowy klimat butiku, który swojego czasu pokazywała Kasia na blogu, skutecznie przyciągnął mnie na Al. Prymasa Tysiąclecia 48A. Planuję sprawić sobie jeden z tych koronkowych, ręcznie robionych biustonoszy, dobre bo polskie          




You Might Also Like

2 COMMENTS

  1. Bardzo podobają mi się zdjęcia na tle plakatów ulicznych! = Bardzo oryginalnie wyglądasz :)

    Zajrzysz?:)
    iamfuckingcrazybutiamfreee.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. futrzak piękny! i cudowne klimatyczne foty.

    ReplyDelete

like me on facebook

Subscribe