My phone finally looking good & other confessions

9:24 PM

Zauważyłam jakiś czas temu, jak ważną częścią naszej codzienności jest zwyczajne otaczanie się ładnymi rzeczami. Jak tylko mam ku temu okazję, potrafię spędzić dzień w piżamie, okularach (tak, noszę okulary), które dawno nie widziały chusteczki i płynu do mycia, z niepoczesanymi włosami. Szczególnie udzieliło mi się takie zachowanie w ostatnich tygodniach, gdy starałam się każdą wolną chwilę poświęcać na naukę i za całe sprzątanie uznawałam wyniesienie z pokoju stosu kubków raz na kilka dni. Jednak nawet na pozór zwykła czynność jaką jest związanie włosów, czy przemycie twarzy potrafiła zdziałać cuda w momencie, gdy przestałam odróżniać dzień od nocy. I nie mówię tutaj bynajmniej o nieosiągalnej utopii jaką jest istnienie w świecie rodem z Instagrama, z pięknie ułożonym jedzeniem i białymi meblami, ale o małymi oznakami, że nam zależy na jakiejkolwiek estetyce.

Z telefonem spędzam dużo czasu dziennie (ah, zabrzmiało nieomal romantycznie!). Właściwie komputer włączam tylko, gdy przygotowuję coś na bloga lub piszę wypracowania maturalne, więc większość działalności internetowej załatwiam właśnie za pomocą tego skromnego urządzenia. I tak samo jak z zaniedbanym wyglądem czy stanem mojej poplamionej piżamy - stwierdziłam w końcu, że nawet drobne udogodnienia, czy ozdóbki mogą sprawić, że trywialne sprawdzanie rozkładu autobusów będzie przyjemniejsze. Nie jestem posiadaczką iPhone'a, zazwyczaj zadowalam się jakimiś prostymi modelami z niższej półki, które - adekwatnie do swojej ceny - szybko się zużywają. Wiąże się to też zazwyczaj z faktem, że ciężko o ciekawą obudowę na niepopularny, tani telefon. Stwierdziłam więc, że nadruk wykonam sama. Chciałam, żeby było to koniecznie coś związanego z modą. Przeglądałam swojego tumblera w poszukiwaniu ulubionych obrazków, ale mam ich tak wiele, że już miałam zamiar zamówić po prostu jakiś popularny wzorek, kiedy przypomniałam sobie o jednej z moich ulubionych postaci świata mody - fotografie street fashion Bill'u Cuninghamie. W filmie dokumentalnym nakręconym o nim i jego pracy powiedział kiedyś: Fashion is the armor to survive the reality of everyday life. Zdaję sobie sprawę jak sztampowo to brzmi, ale jednocześnie zgadzam się z tym, a sam Bill wydaje mi się jednym z tych ludzi, których spotykasz na swojej drodze i od razu idziesz z nimi na kawę w jakieś klimatyczne miejsce, a tematy do rozmowy nigdy Wam się nie kończą. O ile chodzi się na kawę z panami po osiemdziesiątce, którzy znają się z Anną Wintour, Grace Coddington i Anną Dello Russo.
Nie mam ulubionego domu mody, ale kiedyś bardzo chciałam mieć bluzę Kenzo (pamiętacie ten hit street style, zielona bluza z głową tygrysa?) i, jako że z natury mówię dużo, znajomi zaczęli kojarzyć tę markę i tak już zostało, że przy składaniu życzeń często słyszę 'i żebyś miała ubrania od Kenzo' (całkiem kusząca myśl, nie powiem, że nie). Tak więc, jako że nie mogę zamówić oryginalnej obudowy z ich sklepu internetowego z racji na mój telefon i to, że nie chciałam nosić podróbki, wkleiłam ich charakterystyczną, kolorową panterkę na brzegach obudowy, żeby nikt nie miał wątpliwości do kogo ona należy (wyróżnia się na tle jednokolorowych telefonów, zdecydowanie).

A Wy? Przywiązujecie uwagę do zwyczajnych rzeczy Was otaczających? Ja mam wrażenie, że nawet równo poukładane książki, zapalona świeczka w pokoju czy kwiaty w wazonie znacznie poprawiają mi humor. Jakieś ciekawe obudowy dostępne na nie-iPhone'y? 

You Might Also Like

2 COMMENTS

  1. Jakbym czytała o sobie! ;) A tak z ciekawości, skoro jesteś w klasie maturalnej, jakie masz plany na studia?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jestem jeszcze w maturalnej ;) ale na studia chciałabym do Londynu, jeśli się uda

      Delete

like me on facebook

Subscribe